Skip to content

Wrzesień 12, 2012

O książce Abdela Sellou – „Odmieniłeś moje życie…” pisałem kilka dni temu, jeszcze w poprzedniej lokalizacji blogu.

Może nie tyle pisałem o książce, ile jak zwykle – o własnych przemyśleniach, które wywołał konkretny jej fragment. Samą książkę jednak warto przeczytać. Jest lekka a jednocześnie daje do myślenia. Jest więc bardzo dobrą opcją kiedy jesteśmy zmęczeni, nie mamy sił na „Braci Karamazow”, czy specjalistyczną literaturę z własnej branży, a jednocześnie nie chcemy trawić czasu na czytanie zupełnie o niczym. Sam trafiłem na nią przypadkiem – byłem z żoną na zakupach, udało mi się wynegocjować dogodne warunki tej eskapady – ona ogląda co ją interesuje, a ja kupie sobie gazetę i posiedzę na ławce. Zamiast gazety kupiłem jednak książkę. Już pierwsze strony mnie wciągnęły – choć miało to zapewne związek z faktem, że dopiero co oglądałem film „Nietykalni” który był oparty na historii Abdela Sellou i Philippe Pozzo di Borgo. Książka więc niespodziewanie wpadła mi do czytania zupełnie poza kolejką (mam zakolejkowanych kilka pozycji które już długo czekają na zainteresowanie) i połknąłem ją w kilka dni.

Tyle w kwestii reklamy tytułu. Teraz drugi fragment który mi się spodobał:

„Wyznałem mu w chwili słabości niby żartem, że siedziałem jakiś czas w więzieniu Fleury-Mérogis. Nie wiem, czy mi uwierzył, ale o nic potem nie pytał. Od pierwszego spotkania wiedział, że nie odpowiadałem na pytania lub odpowiadałem byle co. Wiedział, że trzeba mi dać wolną rękę i że nie można mnie do niczego zmuszać. Wiedział, że nie może mnie kontrolować, ale umiał utrzymać mnie w ryzach. W jego nieruchomych rękach to ja byłem marionetką, zabawką, pluszowym zwierzątkiem, lalką. Abdel Yamine Sellou, pierwszy w dziejach zdalnie sterowany żołnierzyk G.I. Joe.” [Abdel Sellou „Odmieniłeś moje życie…” str. 269]

Ten fragment wyrwany z kontekstu nie robi takiego wrażenia, niemniej jednak jest ważny. W syntetyczny sposób mówi jak mądre i niedyrektywne postępowanie z innym człowiekiem może mieć na niego ogromny wpływ. Oczywiście, zajmuje ono więcej czasu i wymaga finezji. Jednak efekt bywa nie do przecenienia. mamy oto człowieka którego w popularnie rozumianych normach moglibyśmy osadzić jako aspołecznego degenerata. Jednostkę straconą i szkodliwą, której charakterystyczną cechą jest to, iż nie ma ona żadnych autorytetów. Nikogo nie zamierza słuchać, z niczyim zdaniem się nie liczy, nikogo poza sobą nie szanuje. I fantastyczne moim zdaniem nie jest to, że drugi człowiek – bezradny i sparaliżowany potrafi utrzymać takiego gniewnego ducha w ryzach. Nie – to pewnie można by również osiągnąć kijem i marchewką. Fantastyczne jest to, że ów młody gniewny po jakimś czasie dojrzeje na tyle, że jest w stanie sam dostrzec ten mechanizm. Dostrzec i docenić. Zbudować sobie dystans do samego siebie i odwagę do otwartych pytań pod własnym adresem i jednocześnie głęboki szacunek do drugiego, bezradnego człowieka, którego kilka lat wcześniej potraktowałby jako łatwy cel do opróżnienia kieszeni.

A co zrobił przede wszystkim Philippe Pozzo di Borgo? Ano okazał szacunek, kredyt zaufania i dał przestrzeń.

Pozdrawiam

Przemek

 

 

 

 

Reklamy

From → Uncategorized

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: