Skip to content

Czy widzisz własne karykatury?

Styczeń 16, 2013

Dziś będzie o karykaturalnym zachowaniu, którym sam siebie zaskoczyłem.

Ostatnio moja odporność chyba nieco się pogorszyła i zacząłem chorować. Dziś postanowiłem przejść się do lekarza. Na wizytę umówiłem się w miejscu, w którym zaparkowanie bezpłatne, w godzinach innych niż nocne, jest w zasadzie nierealne. Są za to parkingi płatne, na których zwykle jest miejsca dość. Koszt to jakieś 3 PLN za godzinę, więc nie dramatyczny. Moja krakowska dusza zaczęła jednak cierpieć na samą myśl o płaceniu za stanie w miejscu i rozpocząłem intensywne poszukiwania miejsca darmowego.

Nagle jest idea – tuż obok, a przynajmniej niezbyt daleko, jest stacja benzynowa. Tam powinno być jakieś miejsce dla osób wsuwających hotdogi. Podjeżdżam więc na stację. Pełno. Jedyne wolne miejsce poprzedzone jest znakiem. Znakiem zakazu zatrzymywania. Pod znakiem znany wszystkim piktogram, przedstawiający lawetę odciągającą samochód. Lipa.

Pod piktogramem tabliczka, a na niej napis „Parking wyłącznie dla klientów stacji”. No, to już nie brzmi tak restrykcyjnie! Skoro są jakieś wyjątki, to przekaz jest zmiękczony… szybko stawiam auto na zakazanym miejscu. Wysiadam i waham się. Ciekawe, czy faktycznie mnie odholują jak się kapną, że nie jestem ich klientem. Krakowska dusza znów wkracza do akcji, podsuwając obraz płacenia za lawetę. Też lipa. Ważąc konsekwencje odkrywam, że chyba jestem bardziej sknerą niż hazardzistą.

Z pomocą przychodzi ponowny błysk geniuszu! Przecież nie trzeba tankować, żeby być klientem stacji! Idę więc do kasy z zamiarem zakupu jakiejś taniej dupereli. Co bym sobie kupił? O batonik. Lubię te batoniki. Ciach. Batonik w łapie. Ale zaraz – idę do lekarza. Zajrzy mi do gardła, a tam – batonik. I to wymemłany. Głupio trochę (umysł odsuwa w międzyczasie oczywiste rozwiązanie pożarcia batonika PO wizycie). Hmmm. to może coś innego… o! Guma do żucia. Guma przed lekarskim zaglądaniem do gardła jest OK. Ciach – guma w łapie. Z drugiej jednak strony… już nabrałem apetytu na ten batonik… (umysł podaje na tacy gotowe rozwiązanie, jakim jest konsumpcja batonika po wizycie. – Super! Jednocześnie perfidnie pomija fakt, że w tej sytuacji guma do żucia stała się zbędna). Odczuwam prawdziwą satysfakcję znalezienia rozwiązania win-win. Płacę za batonik i gumę, wychodzę ze stacji. Patrzę na samochód – no i niech teraz spróbują mnie odciągnąć. myślę, chowając paragon do kieszeni. Czuję się przebiegły niczym Stirlitz po okantowaniu całej Trzeciej Rzeszy. Przez krótki moment.

Po chwili dochodzi do mnie fakt, że zakupiłem właśnie dwie rzeczy, których ni cholery nie potrzebowałem. I zapłaciłem za to 6,60 PLN, czyli ponad dwukrotnie więcej niż zapłaciłbym za parking, który uznałem za nieuczciwie drogi. W ułamku sekundy z bohatera serialu „siedemnaście mgnień wiosny”, ocena własnej przebiegłości zeszła do poziomu serialu „Pat i Mat”. O je to! Intencja może nie była idiotyczna, ale sposób realizacji doprowadził mnie do karykaturalnego rozwiązania.

Przyznam, że dawno sam dla siebie nie byłem tak wdzięcznym obiektem do wyśmiania.

Pozdrawiam

Przemek

Reklamy

From → Rozwój osobisty

One Comment
  1. Maciej Sola permalink

    Zabawna historyjka, wywołałeś uśmiech na mojej twarzy z samego rana! Dzięki! W sumie przedstawiłeś typowe zachowanie polaczka, który tylko kombinuje, jakby tu zaoszczędzić. Szkoda, że nie wyszło 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: