Skip to content

Gra zespołowa

Luty 24, 2013

Przełom 16-go i 17-go wieku, uznaje się za koniec światowego renesansu. Przyjęło się mówić, że to w tamtych czasach po raz ostatni żyli ludzie, którzy ogarniali całość współczesnej sobie wiedzy. Sztuki i nauki, fizyki i botaniki, kolarstwa i wioślarstwa, nart i snowboardu itp. Od tamtego czasu, człowiek został skazany na intelektualną niesamodzielność. Niezależnie od tego jak bystry by nie był, gdzieś go braknie. Oczywiście ludzkość wynalazła workaround na ten problem. Workaround o nazwie „specjalizacja”. Dalej można wiedzieć „wszystko*”, tylko z gwiazdką, która wskazuje „* – wszystko ze swojej dziedziny”. Nie zmienia to jednak obrazu, w którym – gdzieś, poza moją dziedziną mnie braknie. I nawet jeśli jestem genialnym fizykiem, to nie będę w stanie żyć samą fizyką i gdzieś w którymś momencie mojego życia, będę musiał skorzystać z cudzej pomocy – lekarza, elektronika, mechanika, językoznawcy, czy mentora życiowego – pana Stasia z trzeciego piętra.

Z tego płynie istotny wniosek – życie jest grą zespołową. Da się oczywiście przeprowadzić tę rozgrywkę w pojedynkę, tak jak da się oprzeć grę drużyny koszykarskiej na jednej gwieździe i czterech skacowanych przeciętniaków, choć oczywiście nie w najwyższej lidze. W większości przypadków jednak dużo lepsze efekty, lub te same efekty mniejszym wysiłkiem, można uzyskać, naprawdę grając zespołowo. Przyjęcie takiego założenia może być szczególnie trudne dla wybijających się ludzi. Takich szóstkowych uczniów i studentów. Osoby te przez okres swojej edukacji zostały nauczone gry indywidualnej. Co więcej, zostały nauczone, że opanowanie czegoś, na co „zakontraktowali się” z wykładowcą/egzaminatorem, wystarcza do osiągnięcia sukcesu. Bo warunki się w trakcie gry nie zmieniają. W życiu oczywiście ten warunek nie jest spełniony. Zmienia się wszystko a „szóstkowcy” po opuszczeniu murów szkoły mogą być tym niemile zaskoczeni, gdyż współpraca z pozostałymi może się okazać konieczna i pożądana. Choć mają w ręku asa którego często brakuje „trójkowym” lawirantom – zwyczaj odrabiania lekcji. Ale to inny temat.

Każdy z nas ma jakiś swój potencjał – osobowościowy, intelektualny, związany z doświadczeniem. Mogę być na przykład autorytatywnym typem egzekutora, będącym intelektualną brzytwą o świetnym przygotowaniu merytorycznym, ale bez doświadczenia w pracy nad konkretnym typem zadań. Albo typem uroczego, sympatycznego gościa, który słabo ogarnia techniczne aspekty pracy, ale ma bogate doświadczenie w pracy w innych sytuacjach i potrafi je wykorzystać do bieżącej roboty. Możliwości jest wiele.

Krok pierwszy to uświadomić sobie na jakich atrybutach i na jakich słabościach rozpięty jest mój „profil”. Samoświadomość – temat rzeka, więc nie będę się rozpisywał.

Krok drugi, to oszacować które atrybuty są najważniejsze, a które słabości wprowadzają największe ryzyko lub szkody.

Krok trzeci, to zbudować własną drużynę A. Doprowadzić do sytuacji, w której będę mógł pracować z ludźmi których ja uzupełniam i którzy mnie uzupełniają. Twardy egzekutor niech sobie znajdzie dobrego wizjonera, inspiratora oraz sprawnego dyplomatę. Sympatyczny, niemerytoryczny gość, może być cennym uzupełnieniem, dla błyskotliwych technicznie nerdów.

Czy wiesz już na jakiej w jakiej grze, jakiej drużynie i na jakiej pozycji chcesz grać?

Pozdrawiam

Przemek

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: