Skip to content

Leadershit.

Kwiecień 10, 2013

Leadership to w dzisiejszym biznesie (przynajmniej w branży w której się obracam) bardzo modne słowo. Być managerem jest obciachowo – leader jest tym o co chodzi.

Oczywiście, jak w przypadku każdego modnego słowa, rodzi to za sobą kurioza w postaci pełnych determinacji prób naciągnięcia go na własny grzbiet. W podejściu które rozróżnia lidera i managera, podział jest stosunkowo prosty i zrozumiały. Manager ma zadania wykonawcze, lider inspiracyjne. Innymi słowy, jeśli narysujemy odcinek i skalibrujemy go tak, aby na lewym końcu był księgowy, a na prawym rock’n’rollowiec, to manager będzie na tym odcinku sporo dalej na lewo od leadera.

Ponieważ jednak jak napisałem leader jest trendy, a manager jest passe – wiele osób zajmujących różnorakie stanowiska związane z zarządzaniem, próbuje się jakoś dopasować do definicji leadera, lub definicję leadera do siebie.

I co mnie osobiście bawi – leader, tłumacząc to z oryginału, to ktoś kto robi „lead” a każdy inny go „follows” J A zatem musi on(a) prowadzić i inspirować kogoś, a ów ktoś powinien za nim/nią z własnej woli i chęci podążać.  Tymczasem niektórzy – szczególnie na stanowiskach kierowniczych, lubią nazywać siebie leaderami, zupełnie nie zastanawiając się czy ktokolwiek chciałby gdziekolwiek za nimi pójść. Liderem jest ten, za kogo my ślą będą chcieli podążyć inni – nie jego podkomendni, ale osoby niezależne. Takie na których hierarchiczna organizacja nie wymusza posłuszeństwa wobec owej jednostki. Tu jest cały trick. Paradoksalnie ryzykowne jest nazywanie liderem kierownika, dyrektora, generała itp. bo ciężko jest stwierdzić ile posłuchu wynika z pagonów.

I tu chciałem poruszyć temat, który jest mi dosyć bliski. Kolejne modne słowo klucz – samo zarządzające się zespoły (self organizing teams). Zespoły, które nie potrzebują liderów. Tomy całe o tym napisano, mało komu się udaje je stworzyć, ja np. od półtora roku przyglądam się zespołom pod tym kątem, próbuję z nimi pracować mając jako cel ową samozarządzającość i zastanawiam się wciąż – co nie działa? I dzisiaj mi przyszło do głowy coś, co jest boleśnie wręcz oczywiste. To bzdura.

Kompletna bzdura.

I to w samym środku założeń.

Samo organizujące się zespoły, to nie zespoły które nie potrzebują liderów. One ich potrzebują bardziej niż czegokolwiek innego. Zespoły bez liderów nigdy nie będą w stanie się same zorganizować. Zespoły bez liderów potrzebują managerów, czy „liderów formalnych”( Panie Kowalski, proszę podejść. Od jutra Pan tu będzie liderem). Takich którzy będą umocowani żeby wywierać wpływ. Ich liderka będzie nadana i nic więcej.

Zespoły potrzebują mieć więc liderów we własnym gronie. Takich prawdziwych – którzy wywierają wpływ bez umocowania. Całą sztuką wydaje się być umiejętne, delikatne rozdmuchiwanie iskierek w odpowiednich osobach, bez wplatania w to zależności hierarchicznych.

Takie przemyślenie mam na dzień dzisiejszy. Zastrzegam sobie jednak prawo, do zmiany poglądów w dowolnym momencie, bez konieczności podawania przyczyn…

Pozdrawiam

Przemek

Reklamy

From → Zarządzanie

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: