Skip to content
Tags

,

Puls zespołu 2.

Maj 13, 2013

Jeszcze jedną rzecz dodam do wczorajszego postu.

Dlaczego łódź wioślarska, a nie np. drużyna koszykówki, czy sztafeta lekkoatletyczna?

A no dlatego, że w drużynie koszykówki (słabej) nie trzeba grać na zespół. Da się wygrać mecz gwiazdorząc, lub przegrać gwiazdorząc. W tej drugiej sytuacji zawsze można potem mówić, że zagraliśmy świetnie, że daliśmy z siebie wszystko, tylko kolegom coś nie szło. Da się grać na siebie, a mecz od tego i tak i tak dojdzie do końca i skończy się jakimś wynikiem. Na łodzi wiośliarskiej tak się nie da. Szczególnie na takiej jak na wczorajszym zdjęciu gdzie każdy zawodnik ma tylko jedno – prawe lub lewe wiosło. Sam nie zdziałam za wiele. Sam nie doprowadzę łodzi do celu i choćbym był gwiazdą wioślarstwa – nie wygram. Tu nie ma połowicznego sukcesu (byłem świetny ale innym nie poszło). Albo osiągnęliśmy cel, albo nie.

pozdrawiam

Przemek

Reklamy
3 komentarze
  1. Himitsu permalink

    Muszę szczerze przyznać, że nie podoba mi się porównanie do łodzi wioślarskiej: chociaż obrazowe, w łodzi jest niesamowicie ważne żeby każdy z wioślarzy trzymał równe tempo i stałą siłę ruchu. Jakiekolwiek zachwianie tej równowagi to katastrofa. Sternik wyznaczający często tempo, musi dopasować się tak naprawdę do najsłabszego w zespole, albo liczyć się z tym, że w połowie drogi wypali wioślarza.
    Może bardziej adekwatny byłby przykład kucharski?
    Kucharz – nasz przywódca, wrzuca składniki do gara według znanego sobie (wypracowanego lub znalezionego w literaturze przepisu). Stara się dobrać je jak najlepiej do potrawy – zadania które chce osiągnąć. Wybiera najlepsze, ale czasem nie zauważy że zamiast grzyba kozaka trafił mu się podobny gorzkniak (nie znam tutaj nazwy botanicznej), pieprz jest zwietrzały, a mięso żąda podwyżki, inaczej nie da się zamarynować 😉 Dobry kucharz sprawdzi i oceni składniki przed gotowaniem, ale nigdy do końca nie wie jaką potrawę one stworzą, dlatego musi próbować i w razie konieczności ją przyprawiać. A jeśli potrawa nie zasmakuje jednemu klientowi, musi spróbować sprzedać ją innemu, na przykład doprawioną inną sałatką. Cały czas jednak nie liczy się w potrawie pojedynczy składnik, tylko cała kompozycja, którą tworzą produkty.

  2. Cześć. Nie znam się na wioślarstwie, więc pewnie wypłynęła na wierzch moja ignorancja 😉
    Faktycznie jak uzupełnić przykład o to co mówisz, to nie jest już tak elegancki.
    Ale składniki potrawy też mnie nie przekonują – kalarepa w sałatce, zdecydowanie ma wpływ na jej ostateczny kształt i smak. Ale wynika to z faktu, że się w niej znalazła a nie z tego co zrobiła.
    To kucharz zdecydował kiedy i w jakiej formie ją dorzucił, a ona – po prostu jest. To mi się kojarzy bardziej z mocno dyrektywnym mikromanagementem. A mnie chodziło raczej o sprawnie działającą drużynę komandosów. Zorientowanych wokół celu i zdeterminowanych, żeby go osiągnąć. Jeśli polegnie radiooperator (mam nadzieję, że po ignorancji wioślarskiej wybaczysz mi ignorancję wojskową), to jeśli będzie to potrzebne, inny komandos złapie za radio, żeby doprowadzić misję i drużynę do celu.

  3. Himitsu permalink

    Przykład z radioperatorem mi się bardziej podoba, bo tutaj jestem laikiem i wierzę na słowo 😉
    Kolejna propozycja: curling. Mamy czteroosobowy zespół, z którego trzy osoby biegają ze szczotkami froterując lód. Każdy robi swoją część zgodnie z jakimś wyższym zamysłem, ale technikę trzymania szczotki i szybkość polerowania mogą mieć różną. I nawet jeśli jedna z osób się potknie, albo rzucającemu trochę zniesie na bok, jest szansa dla pozostałych wypolerować drogę kamienia do celu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: