Skip to content

Czego Steven Hawking nigdy się nie dowie?

Sierpień 7, 2015

W zimie, o ile w tym roku tę porę można uczciwie nazwać zimą, miałem okazję bawić się na imprezie firmowej. Spotkałem tam koleżankę, z którą jakiś czas wcześniej wspólnie pracowaliśmy. Oboje darzymy się wzajemnym szacunkiem, tak jako profesjonalistów w swoich dziedzinach jak i po prostu jako ludzi. W naturalny więc sposób zdarza nam się rozmawiać tak o sprawach stricte zawodowych, jak i nieco szerzej czy też – bardziej o ludzkich aspektach pracy.

Koleżanka podzieliła się ze mną pewną myślą która uświadomiła mi, że jakkolwiek by się nie starał, to nigdy, przenigdy nie będzie wiarygodnie potrafił odpowiedzieć, czemu dokładnie zawdzięcza swój sukces. Kto taki? Oczywiście Steven Hawking.

Steven Hawking jest skrzyżowaniem naukowca i celebryty. Jest niewątpliwie wyjątkowo tęgą głową. I niewątpliwie jest człowiekiem bardzo sławnym i bardzo opiniotwórczym. Jego wypowiedzi, powodują ten magiczny efekt, gdy świat dookoła zatrzymuje się na moment i słucha co też Hawking ma do powiedzenia?

Absolutnie nieodłączną częścią wizerunku Stevena Hawkinga, jest SLA. Straszna choroba, na którą cierpi. Pozostaje przy tym – o ile mi wiadomo – najdłużej żyjącą osobą ze zdiagnozowanym SLA – stwardnieniem bocznym zanikowym – na świecie. Dla wielu ludzi jest „tym sparaliżowanym naukowcem na wózku, który mówi przez komputer”. Kojarzymy go w ogromnym stopniu właśnie z tego wizerunku. Znacznie mniej spośród nas jest w stanie ocenić prawdziwą jakość jego naukowej pracy. Sam jestem w tej grupie – znam głosy mówiące, że jest jednym z najwybitniejszych fizyków obecnie żyjących na świecie. Znam też głosy mówiące, że są lepsi i gdyby nie choroba Hawkinga to byłby w ich cieniu. Ale czy jestem w stanie to sam ocenić? Nie. Jego wypowiedzi które znam, są mariażem fizyki z filozofią. Czasem etyką, lub antropologią. Nie mają wiele wspólnego ze złożonymi zagadnieniami fizyki teoretycznej. Tych jego dokonań nie znam i pewnie nie byłbym w stanie ich zrozumieć, jako że podstawy mojej wiedzy w tej dziedzinie są zbyt wątłe. Jednak znam go jako postać. Wiem kto to jest. Wiem (przyjmując bez weryfikacji), że jest mądrym facetem. Wiem, że jest chory. Wiem, że jeśli się wypowiada na jakiś temat, to pewnie warto posłuchać.

No i skąd ja to niby wiem? Skąd skoro nie znam jego prac naukowych? Skąd ten autorytet?

Ani ja, ani pewnie nikt inny wliczając samego Hawkinga nie będzie nigdy w stanie odpowiedzieć na pytanie – ile, ze swojej pozycji niekwestionowanego autorytetu, człowiek ten zawdzięcza swojemu intelektowi i naukowym osiągnięciom, a ile owej strasznej chorobie i oporowi jaki jej stawia. A także – współczucia jakie u wielu przez to budzi.

Czy zdrowy Hawking byłby tym kim jest? Na pewno nie, ale jak daleki wpływ na jego pozycję miała choroba? Czy w ogóle ktoś by się nim interesował? Jest przecież sporo wybitnych postaci naukowego świata, które nie zbudzają absolutnie żadnego zainteresowania społecznego.

Steven Hawking niewątpliwie może powiedzieć „wiele osiągnąłem”. Ale w tych myślach zawsze może się czaić cień – czy zawdzięczam to własnej pracy i intelektowi, czy tylko dobrze rozegrałem tę gorzką kartę, którą dał mi los?

Czas zmierzać do puenty, bo przecież coś to musi mieć wspólnego z moją koleżanką i naszą zimową rozmową. A ręczę Wam, że nie padło w tej rozmowie nazwisko Hawkinga.

Moja koleżanka jest osobą bardzo dynamiczną i ambitną. Intelektualnie błyskotliwą. Do pełni szczęścia brakuje tylko stabilnej wiary w obecność tych przymiotów i ich wartość. Taka kombinacja powoduje, że człowiek chce dostać niezbite dowody z „frontu”, co do własnej wartości. Moja koleżanka z jakiegoś powodu nie do końca jest przekonana, czy istotnie jest wystarczająco dobra w tym co robi. Czy jest wystarczająco profesjonalna. Nie cierpi przy tym na żadną chorobę jak Steven Hawking. Podobnie jednak jak on – ma cechę. Cechę, która jest nierozerwalnie związana z jej osobą.

Moja koleżanka jest kobietą.

Kobietą, pracującą w mocno zmaskulinizowanej branży i środowisku. Nie aż tak jak 15 lat temu, lecz wciąż dość znacząco. Jest to cecha, która ją wyróżnia. Tak jak Hawking, jakby się nie starał, pozostanie „tym gościem na wózku” i nigdy nie będzie wiedział ile z jego autorytetu jest „bonusem za ciężką sytuację”. Tak moja koleżanka dla części osób pozostanie „Tą laską z pierwszego piętra” i krok w krok idzie za nią niepewność, czy jej pozycja jest tylko i wyłącznie wartością wypracowaną własnymi rękami i głową, czy też jednak gdzieś tam, świat nie daje jej fory, traktując trochę jako „klubową maskotkę” – jakkolwiek źle by to nie brzmiało.

Mimo, iż na poziomie intelektualnym zna odpowiedz – zebrała wystarczająco dużo dowodów swojej merytorycznej – niezależnej od płci – wartości, to od samej myśli nie może się uwolnić.

Wracając na chwilę do Hawkinga. Cóż ów starszy Pan może zrobić? Jeśli ten dylemat go męczy (w co szczerze mówiąc wątpię), to nie ma specjalnego wyjścia jak tylko znaleźć sposób by się z nim pogodzić. Nigdy bowiem nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie. Nigdy nie dowie się, czy kalectwo, do jego sukcesu przyczyniło się w 5, 30, czy 90ciu procentach. Czy może wręcz przeciwnie – nie pozwoliło mu rozwinąć skrzydeł. Nie dowie się tego i kropka, a dywagacje na ten temat nie prowadzą w żadnym dobrym kierunku, więc pytaniem tym nie warto się zajmować.

Pytaniem o wiele bardziej konstruktywnym w tym kontekście, jest proste – I co z tego?

Jakie to ma znaczenie? Steven Hawking jest chory na nieuleczalną chorobę. Ale to tylko jedna z wielu „cech” tej postaci. Jest też białym Brytyjczykiem, co – patrząc z globalnej perspektywy – jest zmienną o wiele bardziej znaczącą dla jego losu, niż jakaś choroba. Ma talent literacki – czy i on nie mógł być bardziej istotny w sukcesie niż wiedza z fizyki? Steven Hawking jest o wiele bardziej złożoną postacią, niż tylko „facet chory na SLA”. SLA jest jednym z elementów. Sukces zawodowy i pozycja społeczna tego człowieka są kombinacją tego kim był, co robił, kim się stawał, jak na to reagował, w jakim czasie się urodził i dorastał, oraz całej masy innych czynników, często kompletnie niezależnych od niego, bo żyjemy w skomplikowanej rzeczywistości, a nie w sterylnym powtarzalnym laboratorium. Czy to w czymkolwiek umniejsza osiągnięcia tego człowieka?

Moja koleżanka jest kobietą. Do tego kobietą atrakcyjną, przez co aspekt kobiecości będzie grał jakąś rolę w jej zawodowych relacjach, czy tego chce czy nie. Niezależnie od tego jakby nie irytowało to wojowników o równouprawnienie, traktujemy się inaczej w zależności od płci. Mnie też inaczej traktują kobiety a inaczej mężczyźni. Ja też jakbym się nie starał nie wyruguję tego elementu z mojej własnej percepcji. Tak po prostu jest.

Lecz płeć, w przypadku mojej koleżanki, tak samo jak w każdym innym przypadku, jest tylko i wyłącznie jedną z cech. Licznych. Pewnie całkiem istotną. Ale nie najistotniejszą. Czy ma jakiś wpływ na jej karierę zawodową? Oczywiście że ma. Tylko cholera wie jaki! Tak jak nie da się powiedzieć, jak przebiegałaby kariera zawodowa Hawkinga, gdyby był równie bystrym w fizyce w pełni zdrowym Hindusem. Byłaby to po prostu inna sytuacja i inny człowiek.

W niektórych sytuacjach kobiety z całą pewnością mają trudniej. Szczególnie w tradycyjnie „męskich” domenach. W niektórych mają z całą pewnością łatwiej. Jeśli jednak jesteś kobietą i podzielasz rozterki mojej drogiej koleżanki to pomyśl o tym w następujący sposób.

Mnie nie wypada korzystać z damskiej toalety. Ty z niej korzystasz. W drugą stronę działa podobnie. Czasem to może być minus (ja na przykład mam od biurka bliżej do damskiej), lecz pozostaje tylko i wyłącznie małym elementem układanki. Prawidłowo spriorytetyzowana kwestia płcy w pracy, ma o wiele mniejsze znaczenie niż fakt, czy np. ktoś jest życzliwy dla innych czy chamski w obejściu. Że o profesjonalizmie działań już nie wspomnę. Tak jak nie ma sensu zastanawiać się, czy byłabyś równie cenionym inżynierem gdybyś była wyższa/niższa/starsza/mniej wyszczekana itp. Itd.

Pozdrawiam

Przemek

Reklamy

From → Uncategorized

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: