Skip to content

Co Pan do mnie mówisz? Proporcje nierozumienia.

Luty 24, 2016

Swego czasu, jeszcze na poprzednim blogu w drugim moim blogowym wpisie w życiu, od którego niedługo upłynie 5 lat, podzieliłem się swoją próbą opanowania cyrylicy. W dość karkołomny sposób. Po latach, mogę także przyznać, że przynajmniej dla mnie nie okazał się on za grosz skuteczny.

Motywacją do tamtej próby poza pracą z Ukraińcami, co wspomniałem w tamtym wpisie, było także pewne życiowe doświadczenie. Pamiętam kiedy po raz pierwszy w moim dorosłym życiu, pojawiłem się w kraju w którym mieszkańcy używali innego alfabetu. Była to Bułgaria. Niedługo później, jeszcze intensywniej doświadczyłem tego w Ukrainie. Otóż umiejętność czytania była dla mnie wcześniej czymś oczywistym. Oczywistym jak fizjologia. Kiedy chce Ci się sikać, to nie myślisz o tym czy umiesz to zrobić, lub jak to zrobić, tylko znajdujesz odpowiednie miejsce i załatwiasz sprawę. Koniec. Tak samo podchodziłem do czytania. Zrozumieć treść – to inna sprawa, ale samo narzędzie jakim jest rozkodowanie znaków, odkąd opanowałem tę umiejętność, nie przykuwała mojej uwagi.

Dopóki nie pojechałem do Bułgarii, gdzie nagle, w sposób zaskakujący poczułem się kompletnie bezradny. Nie mogłem się skoncentrować na tym, żeby próbować zrozumieć sens, skoro wywalałem się już na etapie narzędzia.

Dziś to doświadczenie mi się przypomniało ponownie. Lubię czasem pofilozofować i w jakimś zdarzeniu dopatrzeć się pewnego bardziej ogólnego schematu. W ten właśnie sposób w moich dzisiejszych doświadczeniach wdrażania się w nowe obowiązki, dopatrzyłem się wspólnego mianownika z tamtą bezradnością w obliczu bukw.

Jak można było przeczytać wcześniej, zmieniłem niedawno firmę dla której pracuję. Firma jest z gatunku tych dynamicznych, które ostro jadą do przodu. Wdrażanie się więc, mimo iż dobrze przemyślane, w pierwszym wrażeniu przypomina próbę złożenia łańcucha na zębatkę która ciągle się kręci.

W firmach zwykle tworzy się wewnętrzna kultura, a także – wewnętrzny żargon. Mówiony i pisany. Żargon oczywisty dla tych, którzy dorastali razem z nim. Żargon, który jest ścianą w pierwszym kontakcie, dla tego który dołącza.

Dziś jadąc do pracy uświadomiłem sobie, że po kilku tygodniach, znacząco poprawiły się moje „proporcje nierozumienia”.

Dalej dużo nie rozumiem. Także wtedy, gdy ktoś do mnie mówi, lub przysłuchuję się czyjejś rozmowie, bądź próbuję zrozumieć wątek w mailach.

Jednak w ciągu paru tygodni mocno spadła liczba niezrozumienia A (shit – nie rozumiem słów, zwrotów i skrótów którymi się posługujesz), na rzecz niezrozumienia B (rozumiem poszczególne słowa z osobna, ale nie rozumiem sensu który przekazujesz), a nawet na rzecz niezrozumienia C (rozumiem co do mnie mówisz, nie bardzo rozumiem jednak dlaczego akurat to, akurat tu i teraz jest ważne).

Uświadamiając to sobie poczułem się dość dobrze, bo oznacza to, że moje wdrażanie się w materię idzie całkiem dobrze. Czasem wystarczy nieco zwiększyć rozdzielczość w jakiej obserwujemy dany aspekt, żeby się uspokoić, lub odwrotnie – zaalarmować, jeśli to zasadne.

Mogłem na swoją sytuację mieć jedną dużą kategorię (nie rozumiem. Nie ogarniam.). Wtedy jednak trudno byłoby stwierdzić czy robię postępy czy nie. Pewnie dużo łatwiej byłoby o poczucie utraty kontroli i wejście w tryb zarządzania własną paniką. Tymczasem, mimo iż ciągle dużo nie rozumiem, widzę, że trend jest jak najbardziej prawidłowy. Co więcej – mimo iż po trzech tygodniach, ciągle nie ogarniam tematu, mam poczucie, że moje tempo wdrażania jest całkiem przyzwoite. Dziwne nie?

Pozdrawiam

Przemek

Reklamy

From → Uncategorized

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: